Pole matki i dziecka
Odkąd jestem mamą, czuje się spełniona. Jednak nie w takim sensie, jak niektóre mamy, które "żyją" już tylko "swoimi dziećmi". Takie widzenie swoich dzieci jako "sens życia" jest (później) krzywdzące dla naszych dzieci jak i dla nas samych. Trudno niektóre sytuacje i wzorce myśleniowe obrać w słowa, czymże jest nasz język, gdzie tyle mocy w nas drzemie.. Ale do sedna.
Nie chodzi mi tutaj o wdrożenie tej myśli "że mama ma prawo mieć własne życie, zostawiać dziecko z ojcem itp itd ". Każdemu swoje i nie mi oceniać, znam się jednak troszkę na "energetyce, duchowości" zwij jak zwij i chętnie podzielę się z wami moja wiedzą, nikomu niczego nie narzucając. I nie, nie mam (już) syndromu "bycia w misji", wchodzenia z butami w życie innych, czy pouczania. Chce się podzielić z wiedzą, która jest mało rozszerzana(wręcz zatajana), byśmy nie musieli już krzywdzić nieświadomie naszych dzieci i nas samych. Nasze społeczeństwo jest zmanipulowane i skrzywdzone emocjonalnie..
I wzorzec myśleniowy "dzieci sensem mego życia" i wzorzec myśleniowy "jestem matka, ale mam prawo bla bla bla.." są destruktywne. I dla nas i dla naszych dzieci. Dlaczego? W oby dwóch przypadkach, nasze akcje wywodzą się programu w naszej głowie, który bazuje na naszych destruktywnych doświadczeniach, deficytach itp. Pierwszy program to właśnie potrzeba bycia potrzebną, docenianą, nie czujemy się kompletni sami w sobie i niestety nasze emocje z tym związane przenosimy na nasze dzieci. Później często takie matki, gdy dziecko dorasta potrzebują wiecznego potwierdzenia jakoby nie były najlepsze i jak to one się swoim dzieciom nie poświęcały bla bla bla. Nie mogą odciąć pępowiny, w dorosłym życiu często nieświadome niestety manipulują swoje dzieci wchodząc im na psychike i wywołując w ich poczucie winy i sumienia. Dzieci dorastają, a matki czują się już niepotrzebne, niekompletne. I można tak gdybać o wiele dłużej..
Drugi typ matki typu "nie będę jak te wszystkie matki polki" jest w moich oczach tak samo krzywdzącym programem w naszej głowie, jak pierwszy. Owe matki z góry już zakładają, że im się należy (bo się należy!), że nie będą robić z siebie kury domowej, że mają prawo podania butli dla dziecka po 3 tygodniach kp i zostawienia dziecka z ojcem i takie tam różne. Jasne, że nam się należy, macierzyństwo potrafi wykańczać i fizycznie i psychicznie. Tylko takie zostawienie dziecka po krótkim czasie z kimś innym ma swoje skutki, z punktu energetycznego chociażby. Dziecko znajduje się bardzo długo, czasami nawet "do 13 roku życia", w polu matki. Dlatego m.i. owa więź między matką, a dzieckiem jest tak mocna i intuicyjna. I matka i dziecko dzielą razem pole, mowa tutaj poprostu o energetycznej "otoczce, w której znajduje się dużo ciekawych "rzeczy" jak nasz "mental" itp. Nasze obawy, lęki, wzorce zachowawcze, traumy, wszystko to znajduje się w naszym owym polu, jeśli danych rzeczy nie "przepracowaliśmy". Nasze dzieci znajdują się w naszym polu, dopóki ich własne pola, bazujące na ich własnych przeżyciach , się jeszcze nie ukształtują. Jakie są tego konsekwencje, pomyślcie sami. Wszystko to, co jest w nas, jest "odczuwane" przez nasze dzieci. I także ten fakt i te emocje z tym związane, że chcemy się od dziecka na jakiś czas "uwolnić", jest przez nasze dzieci odbierany "energetycznie", automatycznie, moga się "poczuć" one "odrzucone" i zakodować to sobie w swojej podświadomości, mimo niemożności stwierdzenia tego faktu na poziome świadomym jako bardzo małe maleństwa, patrz np. niemowlaki.. Ale nie taki diabeł zły jak go malują, w następnym poście napisze jak owe sytuacje "uzdrowić" :-) pozdro !
Nie chodzi mi tutaj o wdrożenie tej myśli "że mama ma prawo mieć własne życie, zostawiać dziecko z ojcem itp itd ". Każdemu swoje i nie mi oceniać, znam się jednak troszkę na "energetyce, duchowości" zwij jak zwij i chętnie podzielę się z wami moja wiedzą, nikomu niczego nie narzucając. I nie, nie mam (już) syndromu "bycia w misji", wchodzenia z butami w życie innych, czy pouczania. Chce się podzielić z wiedzą, która jest mało rozszerzana(wręcz zatajana), byśmy nie musieli już krzywdzić nieświadomie naszych dzieci i nas samych. Nasze społeczeństwo jest zmanipulowane i skrzywdzone emocjonalnie..
I wzorzec myśleniowy "dzieci sensem mego życia" i wzorzec myśleniowy "jestem matka, ale mam prawo bla bla bla.." są destruktywne. I dla nas i dla naszych dzieci. Dlaczego? W oby dwóch przypadkach, nasze akcje wywodzą się programu w naszej głowie, który bazuje na naszych destruktywnych doświadczeniach, deficytach itp. Pierwszy program to właśnie potrzeba bycia potrzebną, docenianą, nie czujemy się kompletni sami w sobie i niestety nasze emocje z tym związane przenosimy na nasze dzieci. Później często takie matki, gdy dziecko dorasta potrzebują wiecznego potwierdzenia jakoby nie były najlepsze i jak to one się swoim dzieciom nie poświęcały bla bla bla. Nie mogą odciąć pępowiny, w dorosłym życiu często nieświadome niestety manipulują swoje dzieci wchodząc im na psychike i wywołując w ich poczucie winy i sumienia. Dzieci dorastają, a matki czują się już niepotrzebne, niekompletne. I można tak gdybać o wiele dłużej..
Drugi typ matki typu "nie będę jak te wszystkie matki polki" jest w moich oczach tak samo krzywdzącym programem w naszej głowie, jak pierwszy. Owe matki z góry już zakładają, że im się należy (bo się należy!), że nie będą robić z siebie kury domowej, że mają prawo podania butli dla dziecka po 3 tygodniach kp i zostawienia dziecka z ojcem i takie tam różne. Jasne, że nam się należy, macierzyństwo potrafi wykańczać i fizycznie i psychicznie. Tylko takie zostawienie dziecka po krótkim czasie z kimś innym ma swoje skutki, z punktu energetycznego chociażby. Dziecko znajduje się bardzo długo, czasami nawet "do 13 roku życia", w polu matki. Dlatego m.i. owa więź między matką, a dzieckiem jest tak mocna i intuicyjna. I matka i dziecko dzielą razem pole, mowa tutaj poprostu o energetycznej "otoczce, w której znajduje się dużo ciekawych "rzeczy" jak nasz "mental" itp. Nasze obawy, lęki, wzorce zachowawcze, traumy, wszystko to znajduje się w naszym owym polu, jeśli danych rzeczy nie "przepracowaliśmy". Nasze dzieci znajdują się w naszym polu, dopóki ich własne pola, bazujące na ich własnych przeżyciach , się jeszcze nie ukształtują. Jakie są tego konsekwencje, pomyślcie sami. Wszystko to, co jest w nas, jest "odczuwane" przez nasze dzieci. I także ten fakt i te emocje z tym związane, że chcemy się od dziecka na jakiś czas "uwolnić", jest przez nasze dzieci odbierany "energetycznie", automatycznie, moga się "poczuć" one "odrzucone" i zakodować to sobie w swojej podświadomości, mimo niemożności stwierdzenia tego faktu na poziome świadomym jako bardzo małe maleństwa, patrz np. niemowlaki.. Ale nie taki diabeł zły jak go malują, w następnym poście napisze jak owe sytuacje "uzdrowić" :-) pozdro !
Komentarze
Prześlij komentarz